Sikora i biatlonistki bez rewelacji - podsumowanie dnia dziewiątego
Tomasz Sikora wyjeżdża z Vancouver bez medalu. Polak na igrzyskach był w dobrej formie biegowej, ale pudłował na strzelnicy - w niedzielnym biegu masowym był 11. Polskie biatlonistki też nie zachwyciły, ale szykują się na wielki skok we wtorek w sztafecie.
Szaleńcza pogoń Tomasza Sikory w biegu na 15 km na nic się zdała, bo trzy pudła na pierwszych strzelaniach pozbawiły go medalu. 11. miejsce to dla Polaka porażka. Wygrał bezbłędny Rosjanin Jewgienij Ustiugow.
- Podczas ostatniego obozu przygotowawczego w Anterselvie strzelałem bardzo dobrze. Czułem, że coś może się nie udać, bo u mnie zawsze po tygodniach celnych strzałów przychodzą pudła. Przyszły na igrzyskach - mówił po biegu najlepszy polski biatlonista.
Adam Małysz: Zakopane 2015? Skakać nie będę.
Prezes Apoloniusz Tajner w nagłym przypływie radości powiedział, że widzi Adama Małysza na MŚ w Zakopanem w 2015 roku. - Chciałbym w ogóle zobaczyć te mistrzostwa, bo jeszcze ich nie mamy. Skakać już tam na pewno nie będę. Chętnie pomogę przy promocji, organizacji. Zakopane powinno mieć taką imprezę - mówi Adam małysz, dwukrotny srebrny medalista z Vancouver
Medal zdobyty na dużej skoczni na szyi 32-letniego skoczka wieszała w sobotę siedmiokrotna medalistka igrzysk, przedstawicielka MKOl Irena Szewińska. - I znowu mnie wzruszyła. Jak mi dawała medal, powiedziała, że przed igrzyskami mogła sobie wybrać dowolną ceremonię w Whistler, podczas której wręczy medale. Wybrała konkurs na dużej skoczni, bo była pewna, że się spotkamy. To dla mnie zaszczyt - mówił Małysz.
Robert Błoński, Jakub Ciastoń: Zdobył pan cztery medale olimpijskie, niewielu jest takich sportowców.
Adam Małysz: Jestem bardzo szczęśliwy. Simon był na tych igrzyskach z innej planety. Na małej skoczni był silny, a na dużej skoczni - jeszcze mocniejszy. Na treningach szczęka nam opadała, że z tak niskich belek był w stanie latać ponad 140 metrów. Wiedzieliśmy od początku, że walka będzie tylko o srebro i brąz. Bardzo się cieszę, że ja je wygrałem. Pokonał mnie skoczek, który był poza zasięgiem.
Pokochały pana te srebrne medale, a pan je pokochał?
- Dałem z siebie 100 procent i traktuję te dwa srebra jak złoto. Modliłem się, prosiłem Boga, żeby mnie anioły poniosły jak najdalej, żeby się udało zdobyć medal.
"Święta wojna" w cieniu Ligi Mistrzów
- Gramy już światową piłkę ręczną. I choć mamy w sobie mnóstwo pokory, nie boimy się nikogo. W fazie pucharowej Ligi Mistrzów zamierzamy walczyć z każdym - mówi Bertus Servaas, prezes Vive Targi Kielce
Drużyna Bogdana Wenty osiągnęła już to, czego w szczypiorniaku męskim nie udało się dotychczas żadnemu polskiemu zespołowi. Wyjście z grupy i awans do najlepszych 16 ekip Europy kielczanie zapewnili sobie trzy kolejki przed końcem tej fazy. Kapitalny początek rozgrywek, m.in. sensacyjny remis na wyjeździe z Rhien-Neckar Löwen Sławomira Szmala i Karola Bieleckiego oraz wysoka (31:24) wygrana we Francji z wyżej notowanym Chambery Savoie sprawiły, że na mistrzów Polski z coraz większą uwagą zaczęła patrzeć cała Europa. - Jestem dumny, bo jeszcze pięć miesięcy temu nikt nie przypuszczał, że tak będzie - mówi Servaas.
Nie zmienią tego nawet dwie ostatnie porażki Vive Targi Kielce w Champions League - u siebie z Rhien-Neckar Löwen 32:35 i w ostatnią środę w Słowenii z Gorenje Velenje 35:36. Dwa mecze z rzędu kielczanie przegrali po raz pierwszy za czasów Bogdana Wenty, czyli od ponad półtora roku. - Te porażki oczywiście bolą, tym bardziej że zdajemy sobie sprawę, że były to mecze do wygrania. Wiemy jednak, gdzie popełniliśmy błędy, i wyciągniemy z nich wnioski. Musimy też pamiętać z kim przegraliśmy. Rhien-Neckar Löwen to ubiegłoroczny półfinalista Ligi Mistrzów, a Gorenje od lat z powodzeniem gra w europejskich pucharach - mówi Mariusz Jurasik, kielecki rozgrywający.
Koniec triumfalnej serii Bayernu
Nie udało się wielkim europejskiej piłki, ale dokonał tego skromny, desperacko broniący się przed spadkiem przedostatni w tabeli zespół z Norymbergi. Zatrzymał Bayern Monachium, bo ten jest już zmęczony tempem, które sam narzucił
Monachijczycy wygrali trzynaście ostatnich spotkań. Ale kiedy szukano ekipy, która jest w stanie zakończyć tę serię, nikt nie wskazywał na Norymbergę. Sobotni wyjazd miał się zakończyć łatwym zdobyciem trzech punktów.
Bayern plan realizował tylko w pierwszej połowie - wkładał w mecz minimum sił, ale tylko skromnie prowadził po silnym strzale Thomasa Mullera. Kiedy gwiazdy odpuściły, a trener Louis van Gaal zdjął z boiska Arjena Robbena, gospodarze przestali mieć kompleksy. Wyrównali, gdy błąd popełniła najsłabsza formacja Bawarczyków, obrona.
Choć Bayern do końca atakował, efektów nie było. W całym meczu miał dwa razy więcej strzałów na bramkę, aż 14 dośrodkowań przy zaledwie trzech gospodarzy, imponujący wynik posiadania piłki (62:38). Ale monachijczycy wyglądali w sobotę na inny zespół niż ten z ostatnich tygodni - ciągle aktywny, ale już nie tak zabójczo skuteczny jak w spotkaniach, które odmieniły go w trakcie sezonu.
Choć Bayern stracił punkty, utrzymał inną serię - nie przegrał już 16 meczów z rzędu w Bundeslidze. Taką samą serię miał cztery lata temu. - Rekordy nie mają żadnego znaczenia. Ważne są tytuły - stwierdził van Gaal. Wtedy skończyło się to zdobyciem mistrzostwa.
Zbiorowym bohaterem kolejki w Bundeslidze był zespół Norymbergi, indywidualnym - Cacau. Napastnik urodzony w Brazylii, ale od początku kariery grający w Niemczech zdobył aż cztery bramki w meczu VfB Stuttgard z 1 FC Köln. Niemieckie bulwarówki złośliwie podkreślają, iż Cacau do zdobycia czterech bramek potrzebował skromnych 61 minut. Lukas Podolski z Köln zaliczył właśnie 1300 minut bez gola.
Dlaczego Kowalczyk nie ma złota
Dwukrotna mistrzyni świata i liderka Pucharu Świata nie stanęła dotąd na najwyższym podium. Niespodzianka? Justyna Kowalczyk i jej trener przekonują, że nie. Ale dali wiele powodów, by w złote medale wierzyć
- Kto mnie słuchał, ten nie powinien być zaskoczony, że dotąd nie wywalczyłam złota. I tak jestem przeszczęśliwa, że mam medale. Czuję się sportowcem spełnionym - mówiła Kowalczyk po srebrze w sprincie i brązie w biegu łączonym na 15 km.
Czy tak może mówić najlepsza biegaczka świata ubiegłego sezonu i zdecydowana liderka narciarskich wyścigów w ostatnich miesiącach? Przecież wygrała Puchar Świata (w tym dominuje bezdyskusyjnie), prestiżowy Tour de Ski, zdobyła dwa złote medale MŚ.
1. Ale już rok temu ostrzegała: - Gdy pierwszy raz zobaczyłam olimpijskie trasy w Whistler, zachciało mi się płakać. Są za łatwe, zupełnie nie dla mnie. O medale na igrzyskach będzie bardzo trudno, będę szczęśliwa, jeśli zdobędę choć jeden - mówiła Kowalczyk. Później powtarzała to wielokrotnie i i jeszcze wychwalała pod niebiosa rywalki.
Polka od zawsze lubiła się ścigać na trasach, gdzie jest dużo podbiegów, najlepiej jak najcięższych. Tam najłatwiej zgubić rywalki. Tak było w na MŚ w Libercu i w Tour de Ski.
2. A może nie ma złota, bo jest zmęczona nieustającymi startami?
Gdy jeden z dziennikarzy zapytał ją podczas igrzysk, czy - tak jak złote medalistki: Marit Bjorgen i Charlotte Kalla - nie powinna odpuścić niektórych wyścigów, Polska biegaczka mocno się zdenerwowała, a jej trener tłumaczył: - Przyjechaliśmy tu startować, a nie odpoczywać. Gdybyśmy odpuścili starty jak Kalla, czy Bjorgen, na igrzyskach walczylibyśmy o 10. miejsca. To nie nasza metoda. Justyna trenuje ciężko od maja do listopada, potem dzięki temu ma siłę na cały sezon i nie musi robić przerw. Startami dochodzi do optymalnej formy. Nie ma jednej specjalizacji, najmocniejsza jest w klasyku, ale może walczyć o wysokie miejsca praktycznie we wszystkich konkurencjach - mówił Aleksander Wierietieleny.
System przygotowań Polki był identyczny rok temu. Nie odpuściła prawie żadnego startu, rywalki odpuszczały, a ona i tak znokautowała je na MŚ w Libercu, które były w lutym - tak jak teraz olimpiada.
Legia chce Chorwata za milion
Wicemistrzowie Polski szykują transferowy hit - chcą kupić z Dinama Zagrzeb defensywnego pomocnika Ivicę Vrdoljaka
Legia oferuje za 26-letniego Chorwata między 800 tys. a 1 mln euro w dwóch ratach. Władze klubu z Zagrzebia żądają za piłkarza dwa razy tyle.
Vrdojlak w Dinamie występuje jako defensywny pomocnik, gra też w obronie. Ma 187 cm wzrostu i waży 83 kg. - To bardzo dobry, lewonożny piłkarz. Dobrze broni i jest bardzo przydatny w ataku. Bardzo dokładnie podaje i często asystuje przy golach, a od czasu do czasu sam coś strzeli - twierdzi dziennikarz z chorwackiej gazety "Sportske Novosti". - W Legii na pewno nie będzie z nim problemów wychowawczych. Vrdoljak to bardzo spokojny chłopak, żaden imprezowicz. Ma piękną żonę i jest domatorem - dodaje.
Szarapowa znów wygrywa
Rosjanka Maria Szarapowa wygrała w Memphis 21. turniej w karierze i drugi po powrocie do gry po kontuzji. W finale Szarapowa pokonała 6:2 6:1 Szwedkę Sofię Arvidsson, która do turnieju głównego dostała się z eliminacji.
- Im więcej gram meczów, tym więcej wraca mi wiary w siebie. Myślę, że teraz wszystko wróci do normy - powiedziała Rosjanka, która przed miesiącem niespodziewanie odpadła w I rundzie Australian Open ze swoją rodaczką Marią Kirilenko.
Dzięki zwycięstwu w Stanach Szarapowa awansuje na 13 miejsce w rankingu WTA (Agnieszka Radwańska jest na 9. pozycji). Po to też Rosjanka wybrała mniej prestiżowy i opłacany turniej w Memphis, a nie ten w Dubaju, gdzie grały najlepsze zawodniczki, a wygrała Venus Williams. Po kontuzji ramienia odniesionej w 2008 roku, która wyłączyła ją na kilka miesięcy z gry, wciąż ma nierówną formę. O ile przed urazem 22-letnia zawodniczka zdołała wygrać aż 19 turniejów, to od maja 2009 roku - łącznie z tym w Memphis - ledwie dwa.
Co dalej z Tomaszem Sikorą? Bondaruk żegna się z kadrą.
Zdecyduję po sezonie, wyniki na igrzyskach nie będą miały wpływu na moją decyzję - mówi o swojej przyszłości Tomasz Sikora. Z polską kadrą może pożegnać się trener Roman Bondaruk, który ma oferty z innych krajów. W niedzielnym biegu masowym na 15 km Tomasz Sikora był 11., wygrał Jewgienij Ustjugow.
Tomasz Sikora po biegu zdradził, że w Whistler najbardziej nastawiał się na pierwszy bieg na 10 km, bo tam były tylko dwa strzelania. Ale zdarzyło się to przeklęte oberwanie chmury, które zmyło medalowe szanse Sikory, a jak się okazało, także wiarę, że może się jeszcze udać.
Trener Bondaruk mówił przed igrzyskami, że jeśli Sikorze nie wyjdą starty w Whistler, to może skończyć karierę. - Nie myślałem jeszcze o przyszłości, zastanowię się po sezonie w marcu. Na pewno jestem bardzo rozgoryczony - stwierdził 35-letni Sikora. - Wyniki na igrzyskach nie będą miały wpływu na moją decyzję. W tym sezonie startuje dalej w PŚ i myślę, że teraz to już powinno być dobrze - dodał biatlonista.
Z biatlonowego obozu dochodzą natomiast głosy, że z polską kadrą może pożegnać się Bondaruk, który ma oferty z innych krajów. I być może najlepiej wie, co w marcu zdecyduje Sikora.Gdy Bondaruk odejdzie, biatlonowa męska kadra ze światowego przyczółka, zmieni się w juniorską szkółkę, bo biatlonistę w naszym kraju mieliśmy jednego. I przez najbliższe lata się to raczej nie zmieni.
Odejście trenera z kadry nie oznacza, że jego współpraca z Sikorą dobiegnie końca. Mówi się, że trener miałby zostać konsultantem najlepszego polskiego biatlonisty. - Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, igrzyska to nie czas i miejsce na to. Zdecydujemy po zakończeniu sezonu. Ale ja również zastanawiam się, czy jeśli zostanę z kadrą, to będę trenował indywidualnie czy z kadrą. Jeśli skończę karierę, może młodszym będzie łatwiej? - powiedział Sikora.
Magic pokonali Cavaliers w hicie wschodu
Vince Carter i Jameer Nelson rozmontowali w czwartej kwarcie obronę najlepszych w lidze Cleveland Cavaliers i Orlando Magic wygrali mecz na szczycie Konferencji Wschodniej 101:95.
Marcin Gortat, NBA, Orlando Magic, Cleveland Cavaliers, LeBron James
Marcin Gortat (Magic) grał tylko przez dwie minuty drugiej kwarty. W ataku Polak nawet nie dotknął piłki, w obronie w dwóch kolejnych akcjach został ograny przez Shaquille'a O'Neala. W jednej z tych akcji 38-letni środkowy ośmieszył Gortata trafiając do kosza sprzed jego nosa.